Nie wiem, czy też tak macie (Kiedy pokazywać magię, a kiedy nie)

Cześć wszystkim.

Taka luźna refleksja.

W kręgu rodzinnym (nie wszyscy, ale jednak) często słyszę, że pokazuję magię tylko dlatego, że chcę być w centrum uwagi, a to nieprawda. Chcę po prostu dawać ludziom radość i wywoływać zachwyt, robiąc to, co kosztowało mnie tyle lat pracy i czemu poświęciłem (oraz nadal poświęcam) mnóstwo godzin codziennego, szczegółowego treningu. Wiem, że magia nie musi się podobać każdemu, ale czuję spore rozczarowanie, że nie mogę dzielić się z nimi moją pasją i magią.

Wygląda na to, że jeśli nie bierzesz za to pieniędzy, sztuka przestaje być traktowana jako sztuka.

Mam nadzieję, że uda mi się jakoś odwrócić tę sytuację. Też tak mieliście? Jak sobie z tym poradziliście?

Pozdrawiam

2
8
Dołącz do rozmowy...
Willy Quintana-Lacaci·

Cześć David,

Ja już od dłuższego czasu nie czaruję, chyba że sami mnie o to poproszą, gdy spędzam czas ze znajomymi. Jak mam ochotę, rzucam po prostu temat magii i czekam, aż sami wyjdą z inicjatywą – co zresztą zazwyczaj się dzieje. Albo wyciągam talię i zaczynam się nią bawić... takie małe sztuczki, żeby sprowokować ich do pytania. Całe lata temu wylądowałem nawet z pokazem na stole bilardowym w jakimś barze, bo paru gości zobaczyło, że bawię się kartami. Ale zawsze zależy mi na tym, żeby to wyszło od nich, nawet jeśli sam to delikatnie zasugeruję. Inna rzecz, którą robię, kiedy mam wielką ochotę albo szykuję coś na jakąś imprezę, to stopniowe zapowiadanie tego lub rzucanie luźnych wzmianek, żeby narobić im apetytu i zobaczyć reakcję. Jeśli widzę, że nie ma klimatu, zawsze mogę o tym „zapomnieć” i po sprawie. Nic się nie stało.

A robię tak właśnie po to, żeby uniknąć tej typowej łatki: „oho, ten znowu ze swoimi kartami” (na przykład), co zdarza się zwłaszcza na początku drogi, kiedy potrafimy być strasznie namolni dla znajomych. Na studiach – a był to mój najbardziej aktywny okres – starałem się dawkować magię różnym grupom znajomych, żeby nikogo nie zamęczyć... ale moi najbliżsi przyjaciele mieli mnie już tak serdecznie dość, że wystarczyło wyciągnąć talię, a ludzie od razu się rozchodzili, haha. Nawet dziś praktycznie nic im nie pokazuję.

3
Ruben Carrera Perez·

W "Cartomagia Fundamental" Canuto już ostrzega, żeby nie męczyć rodziny i znajomych wszystkimi sztuczkami, których się aktualnie uczymy 😅

Wczoraj byłem na kolacji ze znajomymi i sami zaczęli prosić o jakieś karciane numery... Zobaczyli ostatni filmik, który wrzuciłem na IG (pisałem o tym w innym wątku), więc chcieli, żebym go pokazał... Zrobiłem im jeszcze jeden 😂, a potem chcieli więcej.

Szczerze uważam, że to powinno wychodzić naturalnie, bez żadnego wymuszania.

3

Zajmuję się iluzją od 14. roku życia, a teraz mam 46 lat. Sporo czasu poświęciłem na naukę prezentacji efektów i bardzo się staram, żeby wszyscy dobrze się bawili.

Zawsze wybieram efekty mocno angażujące widzów, czasem coś na wesoło. Tak na szybko, dla przykładu:

Autko zatrzymujące się na wybranej karcie

Niewidzialna talia

Rabusie

Card Toon

Widzowie zawsze biorą czynny udział, nawet przy efektach wymagających trudniejszej techniki.

Z kolei ludzie, z którymi widuję się rzadziej, zawsze świetnie bawią się przy tym, co im prezentuję.

W domu nikt nigdy nie prosi, żebym coś pokazał. Ale kiedy wpada jakiś znajomy czy dalsza rodzina i proszą, żebym zaprezentował im jakiś efekt, widać, że naprawdę im się podoba i mówią: „O, tego numeru u Ciebie jeszcze nie widziałem...”. No jasne – bo wcześniej po prostu nie byłeś ciekaw, żebym Ci go pokazał.

1
Ruben Carrera Perez·

Jedynym sposobem jest sprawienie, żeby stali się częścią efektu, a nie prezentowanie go jako wyzwania czy pojedynku. Jeśli tak mówią, to być może źle podchodzisz do prezentacji swoich trików. Nie wiem, musiałbym to zobaczyć.

Widz często przyjmuje postawę obronną, bo wydaje mu się, że chcesz go zrobić w konia, oszukać, zrobić z niego głupka czy ośmieszyć, przez co traktuje trik jak wyzwanie – pojedynek, w którym ktoś wygrywa, a ktoś przegrywa.

Właśnie wrzuciłem wersję gry w trzy karty, w której dzielę się przemyśleniami dokładnie na ten temat.

Magia ma dawać ludziom radość, wywoływać zdumienie... Problem pojawia się, gdy widz odbiera ją jako wyzwanie dla swojego intelektu. Czasem wynika to z charakteru samego widza, a czasem to nasza wina, bo nie zaprezentowaliśmy odpowiednio efektu.

Dlatego w moim przypadku, na kolacjach ze znajomymi i tym podobnych, staram się pokazywać efekty, w których to oni biorą maksymalny udział. Oddaję im całe show, a sam po prostu ich prowadzę.

Ale tak, możesz też trafić na ludzi, których magia kompletnie nie obchodzi i będą próbowali cię sabotować – w takim wypadku po prostu całkowicie olej takiego widza.

1
Paco Ufarte·

Nie każdego kręci magia – w moim przypadku mojej rodziny to zupełnie nie obchodzi, już ich nawet nie pytam ani nie czekam, aż sami mnie o coś poproszą. Zazwyczaj pokazuję coś, jak wychodzę na piwo i warunki na to pozwalają, ale bez narzucania się ludziom. Najważniejszy nie jest sam trik, tylko prezentacja i to, żeby w miarę możliwości to widz był głównym bohaterem.

Często ma się ochotę rzucić ręcznik, patrząc na to, ile kasy się na to wszystko wydaje.

0
Ruben Carrera Perez·

Dokładnie tak, ja ze statywem, a czasem żona mnie nagrywa hehe

0